poniedziałek, 7 grudnia 2009

Zimowe wycieczki

Mamy początek grudnia, może więc pora, aby ogłosić początek zimowego sezonu rowerowego. Wprawdzie synoptycy na razie nie zapowiadają śniegu, ale już dziś wrzucamy na zachętę kilka zdjęć z zimowych wycieczek rowerowych.







wtorek, 24 listopada 2009

Moda na holendry

W Polsce od kilku lat coraz bardziej modne są rowery holenderskie. Polacy chętnie kupują używane rowery holenderskich marek i bardzo sobie je chwalą. Nic w tym dziwnego, bowiem Holendrzy uczynili z rowerów swoją narodową pasję i produkowanemu przez nich sprzętowi nie można nic zarzucić.

Najpopularniejsze marki to Gazelle, Batavus, Sparta i Union. Szczególnie Gazelle cieszy się popularnością, i to zarówno nowe modele, jak i starsze, nawet dziesięcioletnie rowery. Używane holenderki można kupić niedrogo, choć są również bardziej zaawansowane, droższe. Wspólną cechą tych rowerów jest ich wygoda. Obecnie coraz więcej mieszkańców polskich miast docenia ten środek transportu i szukają wygodnego, praktycznego roweru do codziennego używania.

W wielu miastach Polski znajdują się sklepy ze sprowadzanymi z Holandii rowerami, bez trudu można także znaleźć je w internecie. Oczywiście najlepiej pojechać do Holandii i tam osobiście dokonać zakupu.

poniedziałek, 9 listopada 2009

Światełko na drodze

Jesienią, kiedy wcześnie robi się ciemno, a deszcz i mgła ograniczają widoczność nawet za dnia, bardzo ważne jest, abyśmy byli widoczni dla pozostałych uczestników ruchu. Niestety wciąż wielu rowerzystów nie przestrzega tej podstawowej zasady bezpieczeństwa, trudno właściwie zrozumieć dlaczego. Wszak chyba każdy niejedne raz słyszał o tragicznych w skutkach wypadkach drogowych, do każdego też dotarły echa akcji "Bądź widoczny na drodze". Tymczasem w wielu rowerach nadal brak nie tylko elektrycznych świateł, ale nawet porządnych świateł odblaskowych.

Problem ten jest szczególnie palący w małych miejscowościach i na wsi, gdzie rower jest często jedynym praktycznym środkiem transportu, a jednocześnie brak wydzielonych ścieżek rowerowych. Rowerzysta jadący poboczem po ciemku, nie zaopatrzony w światła ani elementy odblaskowe na ubraniu, jest dla kierowcy samochodu niewidoczny. Często prowadzący samochód widzi go w ostatniej chwili. Jeśli w tym momencie wpadnie w poślizg albo zdarzy się inna nieprzewidziana sytuacja, tragedia gotowa.

Apelujemy: jeździjcie bezpiecznie! Lampa na baterie kosztuje parę złotych, jeszcze tańsze są światła odblaskowe i odblaski na ubranie (a najlepiej kamizelka). Te kilka złotych może uratować Wam zdrowie, a kierowcy samochodu oszczędzić wyrzutów sumienia do końca życia.

wtorek, 27 października 2009

Na rower jesienią

Mimo jesieni większość zapalonych rowerzystów nie rezygnuje z jazdy. Wbrew pozorom jeżdżenie jesienią nie jest niemożliwe - tak naprawdę różni się od letniego tylko strojem.

Jak się ubierać na rower o tej porze roku? Przede wszystkim należy przestrzegać zasady kilku warstw. Ubierając się "na cebulkę" po pierwsze zwiększamy właściwości grzejące ubrania, a po drugie mamy większą możliwość manewru - w zależności od warunków możemy zdejmować lub zakładać kolejne warstwy. Ważne jest, żeby wszystko, począwszy od bielizny, zrobione było z oddychających materiałów - koszulka mokra od potu natychmiast sprawi, że zmarzniemy.
Generalną zasadą jest ubieranie się tak, żeby, kiedy wyjdziemy z domu, było nam nieco za chłodno. Dlaczego? Ano dlatego, że kiedy już zaczniemy pedałować, ciało samo wytworzy ciepło.

Osobną sprawą są spodnie. Wielu rowerzystów nawet jesienią nie rezygnuje z krótkich spodenek, zwłaszcza, że mięśnie nóg rozgrzewają się najbardziej i ta część ciała rzadko marznie. Jednak na wypadek deszczu lepiej jest założyć długie spodnie, a kiedy robi się naprawdę zimno, również kalesony.

Co jeszcze jest ważne? Kurtka przeciwdeszczowa, którą schowamy do plecaka i założymy w razie deszczu. A także lekka czapka lub chusta pod kaskiem, odpowiednie do temperatury rękawiczki i przede wszystkim szalik - lub po prostu bluza z golfem.
Odpowiednio ubrani na pewno będziemy cieszyć się jazdą na rowerze tak samo, jak wiosną czy latem.

wtorek, 20 października 2009

Cyklotrial

Cyklotrial to rodzaj kolarstwa polegający na przejeżdżaniu krótkich dystansów, które najeżone są przeszkodami. Mogą to być kamienie, pagórki, płotki, a w trialu miejskim na przykład auta albo schody.
W sporcie tym, prócz kondycji, kluczową sprawą jest odpowiedni sprzęt. Zwykły rower nie nadaje się do takich wyczynów - po prostu nie wytrzymuje takich przeciążeń i zabawa może skończyć się tragicznie. Dlatego potrzebny jest specjalny rower wyczynowy. Niezbędne są ochraniacze i kask, też specjalistyczne, lepszej jakości niż te do "zwykłego" kolarstwa. Można także zainwestować w specjalną zbroję, która skutecznie ochroni całe ciało.
Sport ten jest coraz popularniejszy i w wielu miastach, także w Polsce, istnieją już specjalne obiekty trialowe. Lepiej trenować na nich, niż korzystać z przypadkowych przeszkód terenu, bowiem nie każde podłoże wytrzyma nasze wyczyny.

Jak to zwykle bywa z każdym hobby, i z tego udaje się czasem zrobić biznes. Powstały firmy zajmujące się organizacją pokazów trialowych dla uświetnienia róznych imprez i popularyzacji tego sportu. Jestem za - skoro chłopaki są w czymś dobrzy, czemu nie mają na tym trochę zarobić?

A oto kilka wybranych zdjęć przedstawiających trialowe wyczyny:





poniedziałek, 19 października 2009

Czerwona damka

Ostatnio wymarzyłam sobie "holenderkę", klasyczną czerwoną damkę. Może taki rower nie ma żadnych cudów, nie nadaje się do jeżdżenia po górach, na długie trasy też nie bardzo - ale taki właśnie skromny, niepozorny rower na co dzień chciałabym mieć. Na przykład taki, jaki często stoi pod moją ulubioną herbaciarnią:

niedziela, 18 października 2009

Pierwszy rower

Pierwszy rower dostałam w wieku ośmiu lat, z okazji pierwszej komunii. Było to moje ogromne marzenie, te dwa koła, na których wcale jeszcze nie umiałam jeździć. Przy pomocy taty i oczywiście kija wetkniętego w ramę próbowałam opanować te sztukę, bez szczególnego powodzenia. W końcu zniecierpliwiony ojciec wepchnął mnie z rowerem na niewielką górkę i, jak się już przenikliwy Czytelnik domyśla, cichaczem puścił kij, kiedy ja z tej górki zjeżdżałam. Na dole obejrzałam się przez ramię i widząc rodziciela radośnie machającego mi ze szczytu, omal nie spadłam z tego roweru, ale potem już poszło gładko. Wyobrażałam sobie, że rower to rumak, bo zaczytywałam się w tym czasie powieściami Karola Maya i oczywiście w głębi duszy byłam dzielnym wodzem Winnetou na karym koniu. Rower na szczęście nie miał mi tego za złe i służył mi dzielnie, aż z niego w końcu wyrosłam.

Teraz już nie wyobrażam sobie niczego, ale jeździć na rowerze nadal lubię :)